Nadeszła wiekopomna chwila. Jeśli ktoś myślał, że nie wtrącę swoich kontrowersyjnych trzech groszy odnośnie wolnych transferów, to grubo się pomylił. To co dla jednych jest oczywistą oczywistością, dla mnie jest powodem do zadawania pytań. Kto zatem w mojej opinii wykorzystał sytuację, a kto ją zaprzepaścił?
Przegrani:
Columbus nie wygląda na zespół, który będzie w stanie awansować do play-offów, a co dopiero powalczyć o Puchar Stanleya i nawet jeśli trafi na nieoszlifowany diament, nie będzie w stanie zatrzymać go na długo.
Jeśli Zach Werenski wypełni kontrakt w 100%, Columbus nie tylko straci świetnego gracza, ale nie zyska żadnego ciekawego zawodnika w wymianie. Ba, nie otrzyma nawet wyboru w 1. rundzie w zamian. Pucharu Stanleya też nie wygra, czy z nim, czy bez niego.
Philadeplhia Flyers, czyli zespół, którego trudno lubić w okresie transferowym. To nie pierwszy raz, gdy próbowali podkraść rywalom zawodnika proponując mu astronomiczne wynagrodzenie. Tym razem pomysł spalił się na panewce. Miał być wielki Leo Carlsson, a jest nie tylko pojedyncza kupa, ale całe szambo, które wybiło w kosmos.
Jeśli nie wiesz o co chodzi, spieszę z wyjaśnieniem.
Oryginalny sposób pozyskania młodego utalentowanego gracza z Anaheim, zakończył się spiskiem kilku organizacji przeciwko Lotnikom. Niestety nie ma dużo informacji na ten temat. W lidze znalazły się zespoły, które miały kontaktować się z gm Ducks w celu omówienia wymiany jednego czy drugiego Kaczora - czytaj: w celu dania pstryczka w nos Danny'emu Briere'owi.
Oficjalnie natomiast wiadomym jest, że spora część organizacji nie pochwala cwaniackiego zachowania Flyers. Wizerunkowo Flyers nie osiągnęli niczego, sportowo również. Na dodatek stali się bohaterami memów.
Miało być kontrowersyjnie i jest. Choć na X pisałem, że Caps są wygranymi, to po głębszym przemyśleniu stwierdzam coś innego. Dlaczego?
Wiesz, że Ovi zostanie na jeszcze jeden rok. Chcesz zbudować wokół niego zespół, który powalczy o najwyższe cele. Czy naprawdę wystarczy do tego Alex Tuch, Vincent Desharnais czy Boone Jenner? Jordan Kyrou okej, ale wciąż to nie jest zespół, który wyciśnie z siebie maxa w stylu Caroliny Hurricanes.
Do wykorzystania zostało im zaledwie 975k USD. Jedyne co może teraz zrobić gm Chris Patrick to wymieniać i zwalniać miejsce. Sam ostatnio powiedział: „Tak, jesteśmy bez grosza (...) Pojedziemy na obóz i zobaczymy co się wydarzy”. Brzmi jak plan idealny... inaczej.
Pięciu zawodników może opuścić zespół, jednego można wpisać na listę długoterminowych kontuzjowanych. To da trochę dolarsów, ale nie sprawi, że pozyskają nową przyszłą gwiazdę. Moja prognoza jest taka, że nie awansują do play-offów.
Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Chcieli Jasona Robertsona, proponowali $15 mln i skończyło się jak zwykle. Szczerze? Nie rozumiem tego przekonania, że Krakeni są słabi. To dobrze rokujący zespół, ale czaję o co chodzi Robertsonowi - chce grać w topowej drużynie.
Jednak brak podpisania umowy stawia Seattle w złym świetle. To jasny sygnał dla innych - ej, oni są słabi, nie przechodźcie tam.
Co więcej, byli dosyć pasywni. Mogli sprowadzić z powrotem Jamiego Oleksiaka (poszedł do Canucks), Jadena Schwartza (Avalanche) albo Eeli Tolvanena. Alison Lukan i ciekawy wybór w drafcie (Chase Reid) to zbyt mało, by myśleć o play-offach.
Wygrani:
Choć gm Kent Hughes nie przeprowadził spektakularnych wymian, to zabezpieczył się przed utratą najmocniejszych ogniw. Napastnik Ivan Demidov podpisał ośmioletni kontrakt, a jego zarobki $9.15 mln za sezon nie zwalają z nóg. To dobrze z perspektywy czapki płacowej. Sam zawodnik najlepsze lata przed sobą i na podwojenie zarobków przyjdzie czas.
Po drugie jeśli w swoich okopach masz Cole'a Caufielda, Juraja Slafkovskiego, Nicka Suzuki, Lane'a Hutsona i Noah Dobsona, to znaczy, że możesz w nich siedzieć nawet cztery lata, albo i dłużej. Tyle potrwają owe kontrakty. Na marginesie - żaden z nich nie zarabia $10 mln, mimo rosnącego limitu wynagrodzeń.
To fantastyczna praca zarządu Habs, która daje im olbrzymią elastyczność w budowaniu zespołu na kolejne lata. Idą drogą Caroliny Hurricanes, która zdobyła Puchar Stanleya.
Co jeśli Montreal nie zdoła osiągnąć sukcesu? Czy będzie w stanie utrzymać swoje gwiazdy te cztery lub więcej lat? Czy możemy spodziewać się w najbliższych latach żądań wystawienia na listę transferową na prośbę zawodnika?
Chris MacFarland wykonał zadanie po cichu pozyskując trzech graczy pierwszego dnia i to powinno się opłacić. Predators wydają się być lepiej przygotowani niż rywale z dołu tabeli. Pozyskanie Mavrika Bourque'a jest truskawką na torcie. Całe offseason przyniosło siedem nowych twarzy do zespołu. To powoduje ich nadmiar w kadrze, ale helloł od przybytku głowa nie boli.
Jeśli masz w swoich szeregach gościa, który otwarcie przyznaje, że zawiodł (chodzi o Jonathana Marchessaulta), to wiesz, że możesz na nim polegać, że nowy sezon będzie lepszy, że pociągnie za sobą kolegów.
MacFarland ma jeszcze ponad 7,5 miliona dolarów wolnej przestrzeni w budżecie. To spora kwota, która pozwoli wzmocnić zespół. Mówi się o Luke'u Evangeliście, dobre wybory w drafcie. Nie ma sensu wymieniać nazwisk, ale całość wygląda obiecująco. To może być dobry sezon Predatorów.
Nowy gm, Sunny Mehta, dokonał najbardziej niedocenianego ruchu w całej lidze: zwolnił wieloletniego trenera bramkarzy Dave'a Rogalskiego. Za jego czasów, bramkarze NJ zajmowali miejsca w dolnej dziesiątce pod względem obron powyżej oczekiwań. Piątka z nich pogorszyła swoje statystyki pod okiem Rogalskiego: Akira Schmid, Jacob Markstrom, Jonathan Bernier, MacKenzie Blackwood i Scott Wedgewood. Większość z nich już nie gra dla Diabłów.
Co więcej, pozyskanie niedocenianego Evana Rodriguesa czy Jespera Boqvista to naprawdę bardzo dobre, ciche ruchy. Szkoda, że nie udało się z Barretem Heytonem, ale sama próba bardzo dobra.
Tak właśnie powinien wyglądać menedżer generalny. Devils mają siedmiomilionową nadwyżkę i pewny cały trzon zespołu.
Najgłupsze co czytałem, to krytyka San Jose Sharks... To poziom wysrywów na X wyliczających czarnoskórych piłkarzy w poszczególnych reprezentacjach z Europy na rozgrywanym mundialu...
Rekiny są największym wygranym lipcowych transferów: trzech młodzianów z top 10 draftu, pozyskanie napastnika Masona Marchmenta, obrońców Jacoba Trouby i Darnella Nurse'a. No dobra, gm Mike Grier zapłaci tej dwójce defensmenów po trzydziestce $17 mln, ale czy to naprawdę tak dużo mając w perspektywie rosnący limit płac?
Jeśli masz dużą liczbę młodych zawodników z Celebrinim na czele, musisz dokoptować kilku weteranów. Ktoś musi prowadzić gówniarzy za rękę i pokazać im gdzie można wyrwać fajne dziewczyny, a gdzie kupić dobry kij do grania.
Wszyscy czepiają się Toronto, ale dlaczego czepiać się zespołu, który zaliczył fataln sezon, a jego szansę na wygraną Pucharu Stanleya były tak duże, jak moja szansa na wygranie eurojackpota?
Nowy gm, John Chayka, robi czystki. Zwalnia, zatrudnia. Pozbył się dwóch bramkarzy, zatrudnił 38-letniego Sergieja Bobrowskiego - gościa z sukcesami, ale po najgorszym sezonie w karierze.
Czy gdyby Chayka nie robił niczego, zostawiłby wszystko tak jak jest, eksperci i fani nie narzekaliby? Nie czepiali się o brak czegoś nowego?
Krytyka byłaby jeszcze większa. Pożegnanie dwóch bramkarzy po tak „wybitnym” sezonie, nie jest wcale takie bezsensowne. Nowy dyrektor generalny, nowy trener - ludzie z otwartymi głowami zmieniają całą drużynę, ze sztabem włącznie. Ja im kibicuję i biję brawo. Nadchodzi nowe w Toronto. Nadchodzi udany sezon!
Nie musisz się rejestrować, żeby komentować. Napisz komentarz anonimowo.

0 Komentarze