Przejdź do głównej zawartości

Ducks: Jak 99% szans na play-off, zamienić na walkę o przetrwanie

D
ucks przegrali sześć meczów z rzędu, a jakimś cudem wciąż znajdują się w samym środku walki o play-offy, w „bójce w barze”, jaką jest Dywizja Pacyfiku. Wciąż mogą wygrać dywizję albo całkowicie wypaść z play-offów. Przy takim tempie, układ sił na Pacyfiku może nie rozstrzygnąć się aż do ostatniej kolejki. Dwa tygodnie temu mieli pięć punktów przewagi na szczycie dywizji. To już przeszłość. Przewaga własnego lodu? Też przepadła, bo Knights wskoczyli na drugie miejsce i jeśli Kaczory przegrają choć jeden z ostatnich trzech meczów (D-Canucks, W-Wild, W-Predators), tracą kontrolę nad własnym losem. Dwa tygodnie temu byłoby to nie do pomyślenia. Ale jeśli nauczyliśmy się czegoś o tegorocznych Ducks, to tego, że nigdy nie ułatwiają sobie życia.


Troy Terry powiedział, że są drużyną, która potrafi grać w wielu różnych stylach – od otwartego hokeja „cios za cios”, po grę bardziej defensywną. Ale ostatnio zamiast nadawać ton, czekają, by zobaczyć, jak ułoży się mecz i dopiero wtedy się dostosowują. 

Ta seria przypomina przerażająco passę dziewięciu porażek z początku sezonu, kiedy Ducks grali momentami wystarczająco dobrze, by wygrać, a jednak przegrywali. Brakowało wtedy odpowiedniej atmosfery i woli walki. Dopiero twardy występ bez większości najlepszych graczy pozwolił im przełamać tę passę. Będą potrzebowali czegoś takiego ponownie, bo na tym etapie sezonu jeśli nie masz parcia na wygraną, to po cholerę grasz zawodowo w hokeja?

Szalone jest to, że analitycznie Ducks byli lepszą drużyną w wielu z tych meczów i tu właśnie zaczynam mieć problem z analityką. Liczby nie oddają tego, jak fatalne są niektóre z tych przestojów. Nie pokazują błędów w ustawieniu, błędów w kluczowych momentach czy pomyłek zabijających akcję. Mowa ciała zawodników mówi jedno (że gdy tylko coś idzie nie tak, brakuje im pewności siebie i z góry wyglądają na pokonanych), a wywiady pomeczowe drugie (prawdę mówiąc, nie brzmią nawet na szczególnie zmartwionych). Tymczasem dla fanów niebo wali się na głowy. 

W zeszłym tygodniu Kaczory miały 99% szans na play-offy, a teraz? Około 92%? To wciąż bardzo dużo. Dlaczego więc kibice czują się tak fatalnie?

Rzeczywistość jest taka, że w niedzielę mogą się z tego wszyscy śmiać bo Ducks wciąż mogą wejść do play-offów, a seria ostatnich porażek może stać się tylko przypisem z gwiazdka na dole strony. To co zrobią, gdy już tam trafią, to zupełnie inna rozmowa.
Można odnieść wrażenie, że ta seria porażek sprowadziła ich na miejsce w którym prawdopodobnie powinni być przez cały sezon. Bądźmy szczerzy: to nie był zespół na pierwsze miejsce. Przed sezonem spodziewaliśmy się walki o „dziką kartę”, a nie prowadzenia w dywizji. Mimo to, ten upadek był żałosny. Nie jest tak, że mają plagę kontuzji. To znaczy – może grają z urazami, ale która drużyna na tym etapie ich nie ma? Bądźmy realistami: poza Rzadko Gudasem, większość brakujących graczy to zawodnicy z końca składu. Ross Johnston jest ważnym ogniwem w tym roku, ale zespół nie powinien się tak rozsypywać z jego powodu. Częste absencje Chrisa Kreidera to potężny cios, bez dwóch zdań. Ta seria pokazała tylko, jak bardzo jest cenny. Uważam, że to mocny argument za tym, by w przyszłym sezonie to on nosił „C” na bluzie. Bez niego ten zespół po prostu się rozpada. Ale gdzie są weterani? Kto weźmie odpowiedzialność i przemówi? I co z tym trenerem, który wygrywał Puchar Stanleya oraz jego doświadczonym sztabem? Czuję, że coś pękło w szatni. To inne uczucie niż jeszcze miesiąc temu.

Zabawne, że teraz Ducks zaczynają mecze całkiem nieźle, ale gdy tylko coś pójdzie nie po ich myśli, wszystko się sypie. Wcześniej nie zaczynali grać, dopóki nie stracili bramki. Według Quenneville'a, Ducks grają teraz mniej więcej tak, jak chcą grać. Więc w czym problem? Szczerze? Na naprawianie niektórych rzeczy jest już za późno. Nie można czekać do 70. meczu sezonu, żeby nagle uszczelnić obronę. To powinien być priorytet przez cały rok. Na tym etapie ten zespół jest, jaki jest. Nie potrafią bronić konsekwentnie. Od początku grają systemem „cały gaz, zero hamulców” i nie widać było żadnych korekt. Więc po co zmieniać to teraz? Niech to się dogra do końca. Jeśli wejdą do play-offów i zostaną tam brutalnie zweryfikowani – niech tak będzie. Może to będzie lekcja, która wymusi zmiany. Rozumiem tasowanie składem, próby odciążenia słabszych defensywnie graczy, ale znowu – to spóźnione ruchy. Robią to cały sezon i nic się nie zmieniło. Na okrągło te same błędy.

Teraz zaczyna ich to kosztować również w ofensywie. Jeszcze zanim Kreider wypadł w tym roku ze składu, skuteczność zaczęła spadać. Obrona może wyglądać nieco lepiej w krótkich fragmentach, ale pomyłki wciąż są ogromne i niewybaczalne. Żadna minimalna poprawa w obronie nie jest warta takiego spadku w strzelaniu bramek. W pewnym momencie, gdy mieszasz liniami cały sezon i nic nie działa, musisz zapytać: czy to wina formacji, czy kadry? Kaczory mają w zasadzie dwie linie wypełnione talentem na poziomie czwartej formacji. Ci goście ciężko pracują, nikt w to nie wątpi, ale umiejętności po prostu brakuje. A na tym etapie sezonu sam wysiłek nie wystarczy.

Czy mogą przestać wystawiać obrońców w ataku? Czuję, że popsuto rozwój Iana Moore'a. To już starszy debiutant, a każe mu się przechodzić z obrony na skrzydło. Tak nie rozwija się gracza. To samo z Olejem Zellwegerem. Niestety czasem trzeba łatać dziury w składzie, ale najlepiej jest ściągnąć kogoś z farmy. Jeśli "Zelly" grał w ataku tylko dlatego, że nie byli pewni zdrowia "Mintiego", to po prostu nie wystawiajcie "Mintiego". Poczekajcie jeszcze jeden mecz. Kontuzjowany Pavel Mintyukov nie może być lepszy niż zdrowy "Zelly" w obronie, prawda?

Wiele z tego spada na barki Pata Verbeeka za brak powołań z rezerw. Ale część winy ponosi też Joel Quenneville. Te decyzje, te komentarze... Na przykład: Jeffrey Truchon-Viel grał w pierwszej linii pod koniec ostatniego meczu, po tym jak we wcześniejszym zarobił karę 2+2. Został nagrodzony za osłabienie zespołu? Rozumiem, ciężko pracuje itd ale bez kitu... nie wspominając już o „special teams”, głównie o przewagach, które – mój Boże – czy Kaczory je w ogóle trenują? 

Powolne przesuwanie krążka na niebieskiej jest bezcelowe. Prawdziwym problemem jest to, że nikt nie atakuje boksu przeciwnika, żeby zmusić obrońców do zacieśnienia pola. Nawet gdy ktoś taki jak Kreider wjeżdża w środek, pozostała czwórka po prostu stoi. Brak ruchu, brak wsparcia, tylko patrzenie na krążek. To podstawy. Obejrzyjcie 30 sekund jakiejkolwiek dobrej przewagi w lidze – tam jest ciągły ruch, rotacje. Ducks tego nie robią. Dlaczego? Rywale oglądają nagrania, cofają się, zapychają środek, a Kaczory podają sobie po obwodzie. Zawsze. Można powiedzieć: zwolnijcie Jay'a Woodcrofta, ale w pewnym momencie to gracze muszą pokazać determinację. To nie tylko system, to wykonanie i nawyki. 

Jeśli ta drużyna  nie wejdzie do play-offów z miejsca, w którym była, będą potrzebne poważne zmiany w kadrze. Ale przerażające jest to, że to już jest skład Verbeeka. Czy wierzycie, że to on go naprawi? Bo taki upadek jest niewybaczalny.

Ostatecznie jednak, Ducks wciąż mają los we własnych rękach. Zawodnicy mówili, że chcą, by te ostatnie trzy mecze były jak play-offy, jak seria do trzech zwycięstw. Truchon-Viel twierdzi, że potraktują to jak mecze o wszystko, dadzą z siebie pełne 60 minut i zagrają dobrze w obronie. Mówił, że weterani, którzy wiedzą, co to play-offy, wykonują świetną robotę jako liderzy. 

Może faktycznie tak jest, bo ostatni mecz wygrali z Sharks 6:1, a jeśli nie, to ostatni mecz zagrają w Nashville.

Śledź X, by być na bieżąco z informacjami: x.com/nhl24pl

Komentarze