Carolina Hurricanes wygrywa Puchar Stanleya! Jordan Staal z Conn Smythe Trophy

Mamy to! Poznaliśmy nowego zdobywcę Pucharu Stanleya. Sezon 2025/2026 wygrała Carolina Hurricanes, a historia działa się na naszych oczach. Oto kilka moich spostrzeżeń na ten temat.

Powiem szczerze, że nie straciłem nadzieję na wygraną Canes. Nie żebym był jej fanatykiem, ale po tym jak fenomenalnie od pierwszego meczu grali Złoci Rycerze, wydawało mi się nieprawdopodobnym, żeby podopieczni Roda The Boda ograli tak poukładany zespół.

Podczas gdy Brett Howden strzelał jak najęty, Mitch Marner był murowanym faworytem do MVP finału, Rod Brind'Amour korygował skład - zmieniał formacje, kombinował, aż w końcu postawił na czarnego konia tego finału, Brandona Bussiego.

I to był punkt zwrotny tych igrzysk. Złoci Rycerze od Game 4 wyglądali coraz gorzej, a wiatr w żagle złapali Canes pod dowództwem ich kapitana Jordana Staala, który strzelał w każdym meczu. Kapitan z krwi i kości, wiek w niczym mu nie przeszkadza, żołnierz Brind'Amoura, który za 20 lat powtórzy jego historyczny wyczyn.
Wyniki głosowania Conn Smythe Trophy były formalną formalnością:

1. Jordan 'Stalowy' Staal 97 punktów
2. Taylor Hall 59
3. Logan Stankoven 17
4. Mitch Marner 6
5. Nikolaj Ehlers 4
6. Jaccob Sklavin 3
7. Jackson Blake 2
8. Brandon 'Czarny koń' Bussi 1

Głupio mi teraz, że zwątpiłem w wygraną Huraganów. Ich trener główny okazał się gladiatorem. Romantyczna historia pokonała pragmatyzm. Gen Canes pokonał doświadczenie, nerwowy uśmiech, niedowierzanie na twarzy starego wyjadacza Tortsa.

Patrząc na ikoniczne podnoszenie najtrudniejszego sportowego pucharu świata, widzę oczyma wyobraźni Jordana Staala za 20 lat. Jeśli dożyję tych czasów, będę mógł przeżywać to co wy teraz po dwóch dekadach, przypominając sobie jak to było kiedyś.
Teraz z innej beczki: hokej to najbardziej posrana dyscyplina sportowa na świecie. Bijesz się z typem do krwi, dostajesz z kija w kostkę, a na koniec podajesz mu rękę i dziękujesz za wspaniałe widowisko. Tak było po G6. Hokeiści Vegas przez duże H, nie zeszli obrażeni do szatni, ale w smutku oklaskiwali grywali jak przystało na prawdziwych sportowców. Bo przegrywać, też trzeba umić!
I oczywiście można śmiać się z Cartera Harta, można go wyklinać za wpuszczone bramki, ale do cholery ten gościu doszedł do finału. To nie jest tak, że ktoś z dupy wszedł do bramki i zawalił finał w nieuczciwej walce. W ten sposób można byłoby podejść do Frederika Andersena, ale nie do Harta. Zasłużył na szacunek. Bądźmy poważni, ile zawalił bramek w wielkim finale? No właśnie.

Na koniec wrzucę to:

Niech to pozostanie cytatem dzisiejszego dnia.

Nie musisz się rejestrować, żeby komentować. Napisz komentarz anonimowo.

A do Was pytanie: czy Canes będą dynastią? Czy skończy się jednym, może drugim triumfie i na kolejne znowu poczekają „dwajścia” lat? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach. 


Ja tylko dodam od siebie kilka wykopalisk od ludzi z X z którymi wirtualnie spędziłem te fantastyczne play-offy. Dziękuję Wam za świetną przygodę!

 


Śledź X, by być na bieżąco z informacjami: tutaj

Dołącz do nas na facebooku: tutaj

Prześlij komentarz

0 Komentarze