Zanim powiecie, że się nie znam, przeczytajcie do końca. Postaram się rzetelnie choć kontrowersyjnie udowodnić, że wybór Jima Hillera na stanowisko trenera głównego Toronto Maple Leafs to naprawdę dobra decyzja, pomimo tego, iż w grze o tron były głośne nazwiska. Ale czy aby na pewno były?
Nic nie przemawia za Jimem Hillerem. Za człowiekiem, który 1 marca br. został zwolniony z Kings po dwuletniej kadencji. Było to dla niego pierwsze miejsce z plakietką „head coach” w dziesięcioletniej karierze.
Dla niektórych minusem jest również fakt, że to dziecko Mike'a Babcocka. Nie dosłownie. Razem współpracowali przez większość czasu. Stąd pomysł na grę - obrona, obrona i jeszcze raz pułapka w strefie neutralnej grając system 1-3-1.
Czy liczby takich zawodników jak Auston Matthews czy William Nylander spadną?
Wbrew pozorom nie. Dlaczego? Toronto od dłuższego czasu rozmawiało z agentem Jima i oczywiście z nim samym. W gronie kandydatów do objęcia posady było ponad 50 trenerów o czym pisałem tutaj (zachęcam do przeczytania bo jest tam i naukowo, i technologicznie, a w tej perspektywie to bardzo ważne). Właśnie o to chodziło żeby zbudować bazę danych na przyszłość.
Nowy gm John Chayka nie jest w ciemię bity. Doskonale rozumie świat technologii i strategii, a nowy szkoleniowiec miał otworzyć się na nowe zasady gry. Żeby poprawnie ocenić potencjał Hillera, trzeba zdjąć z niego łatkę wychowanka Babcocka. To nie jest koleś, który będzie zaglądać w telefony swoich podopiecznych. To koleś, który wyniesie ich na nowy poziom możliwości. Naprawdę uważacie, że rozmowy z 55 potencjalnymi pierwszymi szkoleniowcami były ot tak sobie z nudów?
Absolutnie nie! To ogromna baza danych wiedzy: począwszy od tego jakie błędy popełniono w organizacji na przełomie ostatnich lat, skończywszy na tym jak zarządzać takimi zawodnikami z takimi umiejętnościami. Co więcej, sam Austin Matthews był za zatrudnieniem Hillera, a przecież zanim zajrzałeś na ten artykuł, słyszałeś o spekulacjach na temat jego odejścia.
Reasumując Jim Hiller to nieoszlifowany diament trenerski. Przez lata był zmuszany do defensywki. Teraz w końcu będzie mógł pokazać swoją prawdzą twarz. Nie wierzę w to, że został zatrudniony tylko ze względu na ostrą grę przy niebieskiej. Pomysł na zatrudnienie tego fachowca narodził się w głowie zarządu Leafs jeszcze przed rozmowami kwalifikacyjnymi z kilkudziesięcioma trenerami, którzy byli jedynie dostarczycielami darmowego źródła danych w budowie nowej drużyny. Jim Hiller jawi się jako trener śmiały, z nowoczesnymi pomysłami na grę, z otwartą głową, a zarząd daje mu niepowtarzalną szansę, by stworzyć coś po swojemu z innowatorskimi narzędziami i dobrymi zawodnikami.
Jeśli temu nie podoła, franczyza straci nie tylko Matthewsa, ale i resztki zaufania wkurzonych kibiców. Przypomnę tylko - w Johna Tortorellę też mało kto wierzył. Ja należałem do tego małego grona, które pisało, że to może się udać. W tym wypadku też mam takie przeczucie.
Nie musisz się rejestrować, żeby komentować. Napisz komentarz anonimowo.
Czy Twoim zdaniem tygodnie wałkowania rozmów z tak dużą ilością trenerów była tylko przykrywką pod Jima Hillera? A może to ja nie mam racji i John Chayka jest dziwakiem, który chce zabezpieczyć tyły kosztem Austina Matthewsa? Daj znać w komentarzu co o tym wszystkim sądzisz.
Śledź breaking newsy na X: tutaj
Dołącz do grupy na facebooku: tutaj
Śledź breaking newsy na X: tutaj
Dołącz do grupy na facebooku: tutaj
0 Komentarze